niedziela, 26 maja 2013

Liebster Blog Award i Versatile Blogger Award

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award i Versatile Blogger Award przez Katrin z bloga http://magiczna-narnia.blogspot.com/. Dzięki kochana ;*
W zasadzie to jestem w szoku, że zostałam nominowana. Mam taki zaciesz i naszła mnie taka wena, że nie nadążam pisać.


Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za " Dobrze Wykonaną Robotę ".

Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.

 Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby,która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz max 11 blogów ( informujesz ich o tym ) i zadajesz im 11 pytań.

Nie wolno nominować bloga , który Ciebie nominował.

 
Należy:
• podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
• pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu
• ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie lub odpowiedzieć na pytania nominującego
• nominować max 11 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
• poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów
Moje odpowiedzi:
 1. Ile masz lat?
   - 16.
2.Co lubisz robić w wolnym czasie?
  - Czytać, jeździć na rowerze, rolkach, urządzać imprezy.
3.Masz zwierzaka?
   - Psa i rybki.
4.Jakiej muzyki słuchasz?
   - Każdej po trochu.
5.Twój ulubiony zespół?
   - One direction.
6. Jaki chcesz mieć w przyszłości zawód?
  - Pilot.
7.Twój ulubiony kolor?
  - Zielony, niebieski, biały.
8.Czego nienawidzisz w ludziach?
  - Dwulicowości, nieszczerości i pozerstwa.
9.Twój idealny przyjaciel?
  - Mam kilka, które bardzo cenię ;) Żadna z nas nie jest jednak idealna. Można by powiedzieć, że "nadrabiamy sobą".10.Ulubiony przedmiot?
  - Zdecydowanie matematyka i angielski.
11.Czego nie lubisz w sobie?
   - Tego, że za bardzo angażuję się uczuciowo. Jak coś się skończy to przez długi czas nie potrafię się pozbierać. Mam problem wyrzucić jakąś rzecz, bo przecież posiadam z nią jakieś wspomnienia. No i za bardzo ufam ludziom. Tyle razy dostałam za to po tyłku i niczego się nie nauczyłam. Cóż, tak bywa ;-)
Nominuję:
 Pytania:
1. Ulubione opowiadanie?
2. Plany na przyszłość?
3. Wiek?
4. Pasja?
5. Ulubiona książka?
6. Twoje najmocniejsze cechy?
7. Co motywuje cie do pisania?
8. Ulubiona piosenka?
9. Cecha, którą lubisz w sobie najmniej i dlaczego?
10. Cechy, które cenisz u innych?
11. Czego nie znosisz w innych?

sobota, 18 maja 2013

Rozdział XI



Wzięłam krótką, ale odprężającą kąpiel. Owinięta w ręcznik wyszłam z wanny podchodząc do komody.


- Już wybrałam dla ciebie strój. – usłyszałam za sobą.


Podskoczyłam przestraszona i uderzyłam się w kolano. – Na Aslana, Łucjo! Błagam nie strasz mnie tak! – serce biło mi jak szalone.


Jedynie przewróciła oczami.


Przyjrzałam się ubraniu, które dla mnie wybrała. Czarne, skórzane spodnie z pewnością były dobrze dopasowane, biała wiązana koszula z lekkim wcięciem, wysokie buty do jazdy konnej. 


- Masz gust, kochana. – przyznałam ze śmiechem i zaczęłam się przebierać.


- Nie da się ukryć. Próbuję unowocześnić dzisiejszą modę. Owszem, w sukniach wyglądamy olśniewająco, ale czasami brakuje mi zwykłych spodni i luźnej bluzki. No pokaż się.


Wyszłam zza parawanu i obróciłam się wokół własnej osi. Zostałam nagrodzona oklaskami.


- Prześlicznie. Musimy jeszcze coś zrobić z twoimi włosami.


- To ma być przejażdżka konna, a nie bal. – zaprotestowałam. – Nie ma mowy. Zostawię je rozpuszczone. – udało mi się powiedzieć to stanowczo.


Wzięłam ze sobą jeszcze peleryną i ruszyłam do gabinetu Kaspiana. Zapukałam delikatnie i usłyszałam:


- Wejdź, proszę.


Siedział przy biurku i coś szybko pisał.


- Jeśli jesteś zajęty to możemy to przełożyć. – zaproponowałam. 


Spojrzał na mnie ze śmiechem. – Nie, w porządku. Muszę tylko zaadresować te listy. Posłowie, największa zmora wojny.


Usiadałam w fotelu naprzeciw niego przyglądając mu się z zaciekawieniem. Nigdy nie skarżył się na obowiązki króla, nigdy nawet nie marudził!

Skończył w przeciągu dziesięciu minut zbierając w pośpiechu stos listów. Było ich zbyt wiele, więc część wylądowała na podłodze. Zaśmiałam się cicho i pomogłam mu je pozbierać.


- Daj, pomogę ci.


- Dziękuję. – wyczułam ulgę w jego głosie.


Przewiesiłam pelerynę przez ramię i poszłam za nim.


- Martin, jeszcze dziś wyślij proszę gońca z tymi listami. To niezwykle ważne by dostali je dzisiaj. – powiedział.


- Oczywiście Wasza wysokość.



W milczeniu doszliśmy do stajni, ale nie była to bynajmniej krępująca cisza. Zauważyłam, że Kaspian już wcześniej kazał przygotować konie. Stajenny przyprowadził moją brązową klacz i czarnego, potężnego królewskiego ogiera. Uwiązałam pelerynę w siodle i dosiadłam Kasztanki. Całe szczęście, że miałam na sobie spodnie i mogłam usiąść na niej okrakiem, damskim stylem daleko bym nie dojechała.



Gnaliśmy razem przez pola i łąki. Nic się dla nas nie liczyło, nic nie było ważniejsze niż przejażdżka. Czułam jak wiatr szarpie mi włosy, a także spojrzenie jakim obdarzał mnie Kaspian sprawiało, że robiło mi się gorąco. Przystanęliśmy, gdy dotarliśmy do plaży. Zeskoczyłam z konia i podeszłam do jedynego rosnącego tam drzewa. Usiadłam na jego ogromnych korzeniach i przyglądałam się z zachwytem rozciągającemu się krajobrazowi. Kaspian również usiadł obok mnie. 


- Gratuluję wygranego pojedynku. – powiedział zapatrzony w bezkresny ocean.


- Dziękuję, pomimo że i tak jestem beznadziejna. Miałam dziś więcej szczęścia niżby się wydawało. – zaśmiałam się.


- Być może. Mogę zapytać, o jakich lekcjach samoobrony mówiłaś?


Westchnęłam ciężko, nie wiedzący od czego zacząć. Nie naciskał, po prostu cierpliwie czekał i uważnie mi się przypatrywał.


- W naszych czasach toczy się wojna, więc dużo rodzin jest rozbitych. Nie mamy kontaktów z rodzicami, którzy wysłali nas na wieś by zapewnić nam bezpieczeństwo. Niestety większość szkół została przejęta przez dyktaturę. Było naprawdę ciężko. – spojrzałam na niego z bólem w oczach. – Nawet najdrobniejsze przewinienie, najmniejsze nieposłuszeństwo było srogo karane. Każdy tak samo. – zadrżał mi głos. Przymknęłam oczy powstrzymując łzy i wzięłam głęboki oddech. – Strażnik nas nienawidził i często się znęcał. Drażniło go, że nasze rodzeństwo zawsze stawało w obronie drugiego. W dodatku niektórzy chłopcy w szkole biorą z niego przykład. Wiele razy zdarzyło się, że gdyby nie Piotr lub Edmund… - nie zdołałam skończyć, po policzkach spływały mi łzy. – Dlatego właśnie zaczęłam chodzić na dodatkowe lekcje samoobrony. Oczywiście nadal byłam od nich słabsza, ale przynajmniej mogłam się jakoś obronić.


Na samo wspomnienie aż się skuliłam. Nagle poczułam obejmujące mnie silne ramiona Kaspiana. Wtuliłam się w niego i wybuchnęłam płaczem. Był pierwszą osobą, której o tym powiedziałam. Pogłaskał mnie po głowie i zaczął uspokajać. Po paru minutach zebrałam się w sobie na tyle by przestać płakać. Odsunął się i chwycił moją twarz w dłonie. 


- Przyrzekam, że nie dopuszczę by stała ci się krzywda. – powiedział głosem pełnym powagi. Spoglądał mi głęboko w oczy, utonęłam w jego spojrzeniu.

__________________

Właśnie skończyłam pisać to-to i postanowiłam dodać już dzisiaj ;-)
Mówią, że aby komuś spodobała się nasza praca, musimy sami ją doceniać. Ten rozdział naprawdę mi się podoba. Znajoma powiedziała mi, że mój styl pisania jest istną katorgą, bo w każdym rozdziale opisuję jedno wydarzenie, bo według niej, nie potrafię ciągnąć akcji.
Ile w tym prawdy? Same oceńcie.

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział X



Od balu minęły dwa tygodnie. Wyzdrowiałam i zniknęły mi siniaki. W ciągu tych dwóch tygodni Kaspian poświęcał mi wiele uwagi. Razem odbywaliśmy spacery po ogrodzie i był ze mną podczas lekcji prawa. De Miro nie był zadowolony z jego obecności, ale nie przeszkadzało mu to w ciągłym wpatrywaniu się we mnie. Czasami zaciskał palce na mojej dłoni, niby po to bym skupiła się na lekcji lub by zaakcentować coś wyjątkowo ważnego.

Za chwilę miałam odbyć pierwszą lekcję pojedynku.

Stałam w pokoju przed dużym lustrem i siłowałam się z guzikami i pasem od koszuli. Piotr uznał, że potrzebny mi specjalny strój do ćwiczeń. 

„Powiedz mi, jak masz zamiar wymachiwać mieczem w tych obszernych sukniach?” 

 Że niby wysokie skórzane buty, rybaczki dobrze przylegające do ciała i jakaś dziwna koszula z guzikami z tyłu, pasem i kawałek skóry ma mi w czymś pomóc? Wolne żarty! 

- Można? – usłyszałam dobiegający z korytarza głos Kaspiana.

- Jasne, wejdź. – poddałam się, za nic nie potrafiłam ubrać tego CZEGOŚ. – Bądź tak miły i wyjaśnij mi po co to wszystko i jak mam się w to ubrać? – rzekłam z rozdrażnieniem. 

Zaśmiał się na widok mojej miny i zaczął wyjaśniać: - Spodnie i obszerna koszula są w zasadzie tylko dla wygody, pas również. Dają ci więcej możliwości ruchu. Jednak te grube jakby bransolety po to by nie bolały cię nadgarstki. Miecz nie należy do najlżejszych broni więc musisz mieć usztywnienie, w przeciwny razie padłabyś po pięciu minutach.

- Ty ich nie nosisz. – zauważyłam.

 - Owszem, ale jestem też od ciebie o wiele silniejszy i mam więcej doświadczenia. – wypiął dumnie pierś.

- Skoro tak, to pomóż mi się ubrać, bo zaraz stracę do tego cierpliwość. – powiedziałam zrzędliwym tonem.

Zapinając guziki na plecach, niby przypadkiem musną palcami moją skórę. Najpierw na plecach, potem poczułam dużą ciepłą dłoń na karku. Przeszedł mnie rozkoszny dreszcz. Usłyszałam jego cichy śmiech, gdy sięgał po pas. Obdarzyłam krytycznym spojrzeniem skórzane „wspomagacze”, ale posłusznie wyciągnęłam nadgarstki. Nie mógł powstrzymać parsknięcia na widok mojej miny.

Niespodziewanie podniósł oczy. Jego spojrzenie z tak niewielkiej odległości totalnie mnie sparaliżowało. Patrzył na mnie z uczuciem i żarliwością, lecz jakby niepewnie. Nasze usta dzieliły milimetry…

- Zuzka no, ileż można czekać?!

Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Czułam, że robię się coraz bardziej czerwona.

- Witaj Łucjo. – powiedziałam spokojnie starając się opanować drżenie. – Już schodzę.

- Drogi Kaspianie, może miałbyś ochotę zobaczyć Zuzannę w akcji? – zaproponowała.

Nie byłam w stanie spojrzeć na niego by zobaczyć jaką ma minę. – Z przyjemnością. – odrzekł przepuszczając mnie w drzwiach.

 
W Wielkiej Sali czekali już na nas Edmund, Piotr i pan Forte. Uśmiechnęli się na nasz widok.

- Wasza wysokość, pani. – pan Forte skłonił się lekko Kaspianowi i pocałował mnie w dłoń. – Możemy 
zaczynać?

- Tak.

Przeszliśmy na środek Sali i wzięliśmy miecze.

- Może najpierw mały pojedynek? – zaproponował.

- Chętnie, ale uprzedzam, że jestem w tym dość kiepska. – przyznałam lekko zawstydzona.

Zaczęliśmy krążyć wokół siebie.

- Zasada pierwsza: Uderz pierwsza. Nie czekaj na zaproszenie. – powiedział i ruszył.

Udało mi się zablokować jego atak i wymierzyłam w niego ostrze. Z łatwością go uniknął. Ponowił atak z prawej strony więc szybko odsunęłam się na lewą. Zamachnął ostrzem obok mojego nosa i musiałam kucnąć, by mieć go w jednym kawałku. Trwało to dobre dziesięć minut, wciąż wymierzaliśmy ciosy i odskakiwaliśmy od siebie. W końcu obróciłam się na pięcie i uderzyłam na oślep. Trafiłam w jego pas, który upadł głucho na ziemię, po czym poślizgnęłam się i boleśnie upadłam.

Nie miałam nawet siły by się podnieść. Pan Forte podał mi rękę, którą z wdzięcznością chwyciłam.

- Wybacz pani, poniosło mnie. – wyznał skruszony. – Aczkolwiek muszę powiedzieć, że poszło panience 
całkiem dobrze jak na pierwszy raz.

- Dziękuję. Wiem jednak, że gdyby dał pan z siebie wszystko, po paru minutach leżała bym na ziemi.

- Owszem, ale moim zadaniem nie jest dać pani, że tak powiem wycisk, lecz nauczyć ją walki.

Podczas lekcji pokazał mi jak trzymać miecz, aby uzyskać jak największą siłę uderzenia. Delikatnie zasugerował, że powinnam nie machać tak lewą ręką i starać się stać na całych stopach.

 - Następna lekcja odbędzie się w przyszłym tygodniu, ale tym razem na świeżym powietrzu. Do zobaczenia. – ukłonił się i wyszedł.

Poczułam, że zaraz się przewrócę, więc usiadłam na posadzce. Czoło miałam mokre od potu i nieziemsko bolały mnie nadgarstki.

- Jestem pod wrażeniem. – przyznał zaskoczony Piotr. – Nie sądziłem, że będziesz potrafiła utrzymać miecz w rękach a co dopiero walczyć! Jednak końcówka była fenomenalna. – zaśmiał się.

- Naigrywaj się ze mnie, pewnie. Dobrze wiesz, że chodziłam na zajęcia samoobrony i wcale nie jestem taka koślawa jak wam się wydaje. – pokazałam mu język.

- Wmawiaj to sobie. – Edmund nie mógł powstrzymać się od złośliwego komentarza. – Co powiesz, barcie? – wskazał głową na miecze.

- Pojedynek? Ha! Będzie ciekawie.

- Mężczyźni… - mruknęła Łucja i wyszła.

Także się podniosłam i ruszyłam do wyjścia. Kaspian dogonił mnie na schodach.

- Miałabyś może ochotę na przejażdżkę konną? – zapytał.

- Bardzo chętnie. – odpowiedziałam niemal natychmiast. – Tylko daj mi się odświeżyć i przebrać. – wskazałam na swój strój.

- Oczywiście. Gdy będziesz gotowa, zejdź do mojego gabinetu.
________________________

Ze sceną pojedynku miałam duży problem. Nigdy nie pisałam czegoś takiego i prawdę mówiąc nie widziałam, więc ciężko mi było się za to zabrać. Wyszło jak wyszło.

Dzięki za słowa otuchy :) Zauważyłam, że jak nie ma sprawdzianów to ze wszystkiego przez 3 tygodnie, a jak już są to chodzą stadami. 

Amy i Katrin, czekam na nowe rozdziały na waszych blogach i życzę weny :pp

Postaram się dodać coś w niedzielę, bo nie mam nic więcej napisane :-/ Może coś naskrobię przez te parę dni.

Trzymajcie się :*

poniedziałek, 13 maja 2013

Rozdział IX



Obudził mnie śpiew ptaków. Powoli otworzyłam oczy i zaczęły docierać do mnie wydarzenia z wczorajszego wieczora.
Kaspian w moim pokoju. Spotkanie na korytarzu. Hrabia Montez. Bal. Ostatni taniec. Krzyk Łucji. Wizyta lekarza. Kaspian przy moim łóżku…

„Kaspian przy moim łóżku?!”

Spojrzałam na śpiącego chłopaka, który opierał głowę o moje kolana. Co on tu w ogóle robił? Poczułam, że zaczyna się budzić. Leniwie otworzył oczy, lekko zdezorientowanym wzrokiem rozejrzał się wokoło. Zrozumienie pojawiło się na jego twarzy. Przeciągnął się z jękiem, a mnie krew napłynęła do twarzy. 

- Dzień dobry. – przywitał się sennie. – Jak się czujesz?

- Nie najlepiej. – przyznałam, nie było sensu kłamać.Ból głowy nie minął i gdy brałam oddech kuło mnie w żebrach. – Która godzina?

- Jeszcze wcześnie. – powiedział podchodząc do okna.

- Chciałabym ci podziękować za wczorajszy wieczór. Za bal i za twoją obecność, że zostałeś ze mną… - zaczęłam się plątać. Wzięłam głęboki oddech ignorując ból. – W każdym razie, dziękuję.

- Zawsze do usług. – uśmiechnął się serdecznie. Podszedł do mojego łóżka z nieodgadnionym wyrazem twarzy i pogłaskał mnie po policzku. Mimowolnie zamknęłam oczy wtulając się w jego dłoń.

Ktoś zapukał. Otworzyłam oczy, w których widać było zrezygnowanie. Z ciężkim westchnieniem powiedziałam: - Proszę.

- Jak się miewa moja droga siss? – Edmund najwidoczniej tryskał dziś energią. – O, Kaspian. Przeszkodziłem? – zapytał z chytrym uśmiechem.

- Nie, skąd, masz znakomite wyczucie czasu. – zadrwiłam.

- Dobra dobra. Chciałem cię poinformować, że dziś odbywają się twoje pierwsze lekcje z panem de Miro, jeżeli jednak nie czujesz się dobrze…

- Odmów proszę. Nie czuję się na siłach na naukę czegokolwiek. – szybko odpowiedziałam. Tak naprawdę, wiedzę na temat prawa miałam całkiem sporą. Wątpiłam jednak, że prawo XX wiecznej Anglii mogłam porównywać z ówczesnym narnijskim. Co bądź, Piotr bardzo dbał o nasze wykształcenie. 

- Nie ma sprawy, wyślę gońca z informacją. Zdrowiej! – i wyszedł.



Wpatrywała się przed siebie ze zrezygnowanym wyrazem twarzy. 

- Co ci jest? – nie mogłem się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.

- Nie lubię Monteza. Może to przewrażliwienie, ale patrzy na mnie tak obleśnie, nieprzyzwoicie. Nie czuję się przy nim komfortowo. Chociażby wczorajszy taniec, gdy tak arogancko i bezwstydnie mnie do siebie przygarniał. To były jedne z najgorszych chwil w moim życiu. Boję się myśleć do czego może się posunąć podczas lekcji, gdy będziemy całkiem sami.  – spojrzała na mnie przepraszająco. – Wybacz, że cię tym obarczam. Musiałam z kimś porozmawiać.

- Nie przepraszaj. – zacisnąłem gniewnie szczęki. Na samą myśl, o tym jak bezczelnie się zachował dostawałem furii. – Dopilnuję, aby nic takiego więcej się nie powtórzyło. Obiecuję. Jeśli Montez zrobi coś, co ci się nie spodoba natychmiast mi powiedz. – zapewniłem z żarem w oczach.

___________________________

Wrzucam krótki i na szybko, ale jutro dostaniecie następny ;)
Od przyszłego tygodnia rozdziały będą ukazywały się rzadziej. Muszę wziąć się do nauki i zbierać punkty, więc będę miała mniej czasu na pisanie.
Do następnego ;*